Boski Zbawiciel jest dla nas przykładem wszelkiej cnoty. Jego Boże Serce jest dla nas źródłem wszelkich cnót, uosobieniem wszelkiej świętości. Ale jako że my same jesteśmy grzeszne i pilnie potrzebujemy pokuty, zechciał też On - ten Najczystszy, Najświętszy - stać się dla nas rownież przykładem pokuty.
I. Koniecznym warunkiem prawdziwego ducha pokuty jest poznanie popełnionych grechów, ból z obrażenia Boga połączony ze wstrętem do samego grzechu. Prawdziwy duch pokuty składa się z całkowitego oderwania się od grzechu.
Nigdy i żaden człowiek nie poznał grzechu i jego obrzydliwości tak bardzo i nigdy nikt nie odczuł takiej odrazy do grzechu, jak zrobił to sam Syn Boży, nasz Pan i Zbawca, któłry dla nas stał się człowiekiem. Na Górze Oliwnej, gdy szykował się On na gorzką mękę, spadł na Jego Najświętszą Duszę ciężar winy całej ludzkości. Wszystki grzechy, które kiedykolwiek zostały popełnione przygniatały tam Jego Najczystsze Serce miażdżąc Je swoim straszliwym ciężarem. Ból, ktory poprzez przykrości został zadany Jego Najświętszemu Ojcu, zatopił Boskiego Zbawiciela w najgłębszym smutku. Jego Najświętsza Dusza zadrżała i wstrząsnęła się przed odrazą grzechu. Tak ogromna była Jego niechęć do grzechu, tak wielkie obrzydzenie i groza, że aż drew wyciekałą z porów Jego Najświętszego Ciała i sączyła się na ziemię.
Zastosowanie: Jak to wygląda w moim sercu, gdy zawiodę albo zgrzeszę? Przyznaję się pokornie do mojej winy? Odczuwam ból z tego powodu, że Bog został obrażony i czy jest to podyktowane czystą miłością do Niego? Czy z miłości do mojego Zbawiciela, który z powodu moich błędów tak boleśnie cierpiał na Górze Oliwnej, czuję wstręt do moich grzechów? Czy szukam natychmiast przebaczenia u najłagodniejszego, najlepszego Serca, które przebacza także żałującym przestępcom? Czy nasze niewłaściwe postępowanie powoduje w nas gniew na nas same lub na innych? Czy żałujemy i czy brzydzimy się grzchu nie ze zględu na miłość do Boga, ale właśnie tylko dlatego, że złościmy się, bo cośtakiego nam się przytrafiło? Trapimy się szczególnie dlatego, że inni stali się świadkami naszego grzechu? "Co oni sobie o mnie pomyślą?!".
Często wyznajemy nasze grzechy możę i z pewnym żalem, ale zaraz dodajemy przekornie: "I tak już lepiej ze mną nie będzie". Czy po zwróceniu nam uwagi rodzi się w naszym wnętrzu jakieś rozdrażnienie i oziębłość? Czy po napomnieniu oddalamy się bardziej niż to było wcześniej od tych, którzy nam tej "służby miłości" udzielili, np. od przełożonych? Czy poddajemy się po tym przygnębieniu i zniechęceniu?
Jeżeli takie nastawienie w nas samych bęziemy odczuwać, to znaczy, że jeszcze nie posiadamy prawdziwego ducha pokuty, którego uczy nas Jezus; wtedy nasza pokuta podobna jest do pokuty Judasza, a ta prowadzi do potępienia. Judasz bowiem też uznał swoją winę, nawet wyznał ją głośno, mówiąc: "Zgrszeszyłem, wydawzy krew niewinną" (Mt 27,4). Gorzki ból przeniknął jego duszę, ale to nie był ból żalu spowodowany miłością do Boga. On nie szukał pokornie przebaczenia Jezusa, ale oddał się o wiele bardziej zgorzknieniu, które zaprowadziło go do zatwardziałości i zwątpienia. Fałszywa pokuta prowadzi nasząduszę do wielkiego niebezpieczeństwa, prowadzi na skraj piekła. Dlatego niech naszym mocnym postanowieniem będzie to, by nigdy nie dopuścić do naszej duszy nawet najlżejszego cienia fałszywej pokuty.
II. Do prawdziwej pokuty należy to, że dusza poznej swoją całą nędzę, swoją mizerność, małość i grzeszność w obliczu najświętszego Boga oraz że jest przekonana, iż przez swoją niewierność najwyższemu Panu zasługuje na wszelką hańbę i upokorzenie.
Jezus Chrystus jako nasz Zbawiciel wziął na siebie całą winę popełnionego przez ludzkość grzechu. Przed przenajświętszym Bogiem widzial siebie obarczonego zbrodnią całego świata. Czy istnieje taka hańba, której by nie był w stanie odpokutować? Jak wielkiej pogardy jest godny ten, kto na sobie niesie tak ciężkie brzemię grzechu?
W tym duchu Bezgrzeszny i Najświętszy wziął na siebie wszelki wstyd i pogardę, wszelką nienawiść, wszelką kpinę i szyderstwo; wszystko to, co uczyniono Mu podczas Jego gorzkiej męki wziął na siebie jako Jemu należną cześć winy za grzechy świata. W tym duchu przyjął On wyrok śmierci bez zgorzknienia; w tym duchu pozwolił na hańbę ubiczowania i ukoronowania cierniem; w tym duchu też przyjął cierpliwie również i to, że przyrównano Go do mordercy, a nawet więcej, że morderca był przedłożony nad Jezusa. W tym duchu też pozwolił siebie zaprowadzić na plac, niósł drzewo hańby, na którym chciał umrzeć śmiercią przestępcy. to jest wewnętrzny duch ofiary Bożego Serca Zbawiciela.
Zastosowanie: A jak to jest u mnie? Tak bardzo nie przypominam mojego Boskiego Mistrza w niewinności i świętości. Niezliczone są moje błędy, niewierności, niedoskonałości; niezmierzone nadużycia darowanej mi łaski. Jakiż to ogromny wstyd dla niewdzięcznej i niewiernej duszy, którą to Bóg obsypałtak wielkimi łaskami, a która mimo to tak często obraża Najlepszego, Wszystkowiedzącego i Najświętszego? Czy zatem te upokorzenia, które mnie uderzają są tak mało znaczące w porównaniu z tym, na co zasługuję? A jednak jak łatwo narzuca mi się myśl: "Czym sobie na to zasłużyłem?" Jak łatwo budzi się we mnie oburzenie i rozgoryczenie już przy najmniejszym odepchnięciu mnie czy przy obmowie? A jednak chcę być ofiarą miłości wraz z Jezusem, chcę Go naśladować tak ściśle, jak to tylko jest możliwe! Pokuta bez wewnętrznej pokory serca, bez zaznania wszelkiego rodzaju zniewag, i bez uznania siebie za godną pogardy - nie jest prawdziwą pokutą - nie jest tą pokutą, której swoim przykładem uczył nas Jezus.
Prawdziwa pokuta cechuje się tym, że człowiek chętnie bierze na siebie wszystkie kary, na ktore sobie zasłużył przez popełnione przez siebie grzechy. Stąd też nazwany został Boski Zbawiciel "Mężem Boleści". W swoim niewinnym ciele poniósł On wszystkie kary za grzechy. Od podstawy stopy aż po ciemię pokryty jest On ranami i w tym przypomina - według słów proroka "chłostanego przez Boga i zdeptanego" (Iz 53,4). Ale nie tylko te zewnętrzne męczarnie znosił Zbawiciel ponad miarę, również i w soim Najświętszym Sercu pragnął On odczuć kary na grzechy i to w najboleśniejszy sposób. Dlatego, że jest On Barankiem Bożym, który gładzi grzechy świata, uderza w Niego nienawiść i prześladowanie Jego wrogów. Z powodu tego, że wziął On na siebie karę za grzechy - wszyscy odwrócili się od Niego: Jego lud, któremu On świadczył dobro, Jego uczniowie, a nawet i Apostołowie. Nikt się za Nim nie wstawił, nikt Go nie bronił, nikt Go nie pocieszył. A nawet, zda się, opuścił Go nawet Jego Niebieski Ojciec, bacząc bardziej na karę za grzechy, które Jezus na sobie dźwigał. "Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?" (Mt 27,46; Mk 15,34).
Zastosowanie: Na jaką karę zasłużyłyśmy za nasze grzechy, które liczniejsze są niż piasek na morskim brzegu: grzechu dzieciństwa, dorastania i dojrzałego życia, grzechy popełnione przed tym, gdy poświęciłyśmy swoje życie Bogu? Gdzie się podziała pokuta, którą powinnyśmy za te grzechy czynić? Będziemy narzekać, wtedy gdy Boże Miłosierdzie samo uniesie rózgę, aby nas skarcić, ponieważ same jesteśmy zbyt tchórzliwe, by czynić pokutę? Dlaczego nie chcemy z wdzięcznością przyjąć tego, co Bóg nam w postaci przykrości, próby, bólu i cierpienia zsyła? Czy nie chcemy chętnie, w duchu pokuty, dźwigać też tych wewnętrznych cierpień duszy: oschłości, braku pociechy, opuszczenia? Czy sam Jezus musi ponieść karę na nasze grzechy? Nie chcemy cierpieć z Nim tego, co same spowodowałyśmy?
IV. Do prawdziwej pokuty należy ostatecznie również i to, że powinnyśmy w niej wytrwać aż do końca. Nasz Boski Przykład uwieńczył swoją pokutęl na krzyżu słowami: "Wykonało się" (J 19,30). Jezus Chrystus wytrwał w najcięższej pokucie aż się wszystko dopełniło. Niczego sobie ani na cierpieniu ani na pokucie nie oszczędził. Dlatego też będąc już na krzyżu powiedział: "Pragnę" (J 19,28). Wiedział On, żę podanie Mu octu nie przyniesie ukojenia. Wręcz przeciwnie, nawet tę nową boleść chciał wycierpieć. Można powiedzieć, że pragnął On naet większych cierpień, gdyby je na Niego zechciał zesłać Wieczny Ojciec.
Zastosowanie: Jak daleko sięga moja wytrwałość w czynieniu pokuty? Jak szybko rezygnuję z dobrych postanowień,gdy pojawiają się uciążliwości, surowość, dokuczanie, poniżenie! Jak bardzo niepodobna jestem do mojego Zbawiciela, który dla mnie tak ciężką, dotkliwą i wytrwałą podjął pokutę i czynił ją aż do końca! A przecież tylko za tę cenę mogę wraz z Nim wejść dowiecznej szczęśliwości!
V. Trzeba, bym czyniła pokutę przez wzgląd na moje własne grzechy. Jednak czy nie jestem poświęcona Bożemu Sercu jako "Victima"? Więc czy nie powinnam też pokutować i czynić zadość za grzechy innych? Jak bardzo cierpiał i pokutował Jezus i to za winy, które inni zaciągnęli przez swoje grzechy! Jego pełne łagodności, dobre Serce nie wymaga ode mnie tego, bym w mojej słabości czyniła aż tak ciężki pokuty. Jezus wymaga, bym, wspaniałomyślnie była gotowa wypić ten kielich, który On sam mi przygotuje jako odpowiedź na moje ofiarne poświęcenie się Jemu. Są to tylko krople z kielicha cierpienia, które Jezus daje mi zakosztować, a ich gorycz stanie się we mnie słodyczą, gdy będę wpatrzona w Jezusa i Jego płonące Serce. Dla Jezusa, z miłości do Niego, dla dusz, które są Jemu tak drogie, chcę chętnie czynić pokutę. Jak lekko i szczęśliwie umiera się wtedy, gdy można spoglądać za siebie na swoje życie pełne pokuty! Ogień czyśćca nie dosięgnie duszy, która fnie wzdryga się przed przyjęciem cierpienia pokuty. W szczęśliwości wiecznej będzie ona wołała za św. Piotrem z Alkantary: "O, szczęśliwa pokuto, która wyjednałaś mi łaskę chwały niebieskiej".
Postanowienie - Rozmowa z Błogosławioną Dziewicą, Bożym Zbawicielem, Wiecznym Ojcem - Czytanie: O naśladowaniu Chrystusa: księga 3, rozdział 18 i 19; Rodriquez: tom II, traktat 1, rozdział 19, 20, 21.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz