II rok: Grudzień - Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? (Mt 16,26)

Żyjemy w czasach chorych na ogromną aktywność, same też jesteśmy przynaglone dawać siebie w zewnętrznych czynnościach, aż do krańcowego wyczerpania naszych duchowych i fizycznych sił. Wtedy okazuje się być podwójnie ważne, abyśmy doszły do poznania tego, w jak niewielkim stopniu przydaje się nam praca na zewnątrz, gdy nie będzie ona niesiona, uświęcona i zainspirowana przez głębokie życie wewnętrzne. Im bardziej przynaglane jesteśmy, by poświęcić się pracy zewnętrznej, tym bardziej potrzebujemy porządnego fundamentu wewnętrznego życia złączonego z Bogiem i w Nim ukrytego. 

I. Wewnętrzne życie zapewnia nam ochronę od niebezpieczeństw czyhających na nas w życiu zewnętrznie czynnym. 

1. O tym, że tych niebezpieczeństw nie można bagatelizować, poucza nas nasze własne doświadczenie. Najpierw grożą nam z zewnętrz: zewnętrzne bodźce podjętych pracy i obowiązków wiążą nasz świat myśli, zajmują nieprzerwanie nasz umysł, wypełniają pamięć i wyobraźnię. Człowiek ciągle myśli, troska się, czyni ciągle plany i nie posiada już zmysłu do czegoś innego. Te wrażenia prześladują nas nawet na modlitwie, wchodzą w uwagę, którą winnyśmy tylko Bogu, kradną naszą pobożność, znacznie umniejszają pozyskane z modlitwy owoce. Bardzo często wpadamy w pewien pośpiech i brak spokoju w pracy, zdążając bardziej za naturalnym popędem, niż za najświętszą wolą Bożą. Zmęczone i zdyszane idziemy następnie do naszych duchowych ćwiczeń nie z wewnętrznej potrzeby, ale wyłącznie z poczucia obowiązku. Zmęczone ciało, ospały duch nie pozwalają niestety na prawdziwie owocną modlitwę. Na różnorakie sposoby wkracza wówczas do nas duch tego świata ze swoimi roszczeniami, poglądami i zasadami. Otoczenie, w którym jest się zmuszonym, by żyć i pracować, wymaga takich czy innych ustępstw, czy to będzie w stroju czy też w zewnętrznych manierach. Często nie możemy i nie powinnyśmy dać rozpoznać naszych wewnętrznych przekonań z powodu chrześcijańskiej mądrości. Nierzadko jest się zbyt tchórzliwą przyznawać się tam, gdzie byłby to pożądane. Wmawia się sobie, że jest koniecznym to czy owo widzieć, słyszeć, czytać, by lepiej spełniać nasze zewnętrzne obowiązki, by swoje prace móc organizować w sposób przynoszący bogatsze błogosławieństwo. Jak wiele bierze się na siebie tego, co odwraca uwagę duszy od Boga - jej jedynego Celu. Nasz przeciwnik, zły duch, wie jednak, jak te wszystkie niebezpieczeństwa wykorzystać dla szkody naszej duszy. Jak wiele zyskał on, gdy udało mu się pozbawić nas dobrej modlitwy czy wewnętrznego skupienia. 

2. Zagrożenia od wewnątrz. Ambicja i próżność mieszają się ze sobą. Znajdujemy upodobanie w dobrym postępowaniu, w osiąganiu sukcesów w pracy, w uznaniu, które się zbiera, w docenianiu, które nabywa się przez dobrą pracę. Wkrótce posuwamy się dalej, gdy przy tym wszystkim zapominamy, aby Bogu samemu oddawać chwałę. Coraz więcej ustępstw czynimy miłości własnej, ostatecznie poszukujemy już zupełnie świadomie chwały i uznania, i w tym znajdujemy swoje zadowolenie. Jak wiele straciłybyśmy wówczas w naśladowaniu ubogiego i pokornego Zbawiciela, jak wiele kroków zrobiłybyśmy poza drogą prawdziwego oddania się w ofierze. 

3. Najlepszym środkiem obrony przez zewnętrznymi i wewnętrznymi zagrożeniami jest zbudowane na stałym porządku dnia oraz na ustalonych ćwiczeniach duchownych życie wewnętrzne. Plan dnia z ustalonymi obowiązkami i ćwiczeniami duchownymi trzyma naszą niepohamowaną chęć do pracy właściwych granicach, chroni przed nadgorliwością, zachowuje nas przed fizycznym i duchowym wyczerpaniem. Z tym przychodzi słuszny odpoczynek, a z nim umiejętność wewnętrznej komunikacji z Bogiem, bez której nasza dusza więdnie i usycha. Codzienne rozmyślanie, rachunek sumienia, czytanie, ustna modlitwa, a już w szczególności ofiara Mszy Świętej i Komunia Święta ożywiają wciąż na nowo wewnętrzne życie duszy. Dusza znajduje w nich nieomylne antidotum przeciw każdej truciźnie przenikającej do niej z zewnątrz, rozpoznaje zagrożenia, pułapki szatana i unika ich. Obraz pokornego Zbawiciela pojawia się znowu przed jej duchowym okiem. Dusza wstydzi się swoich głupich zabiegań o uznanie i względu ludzkie, i wciąż na nowo odnawia mocne postanowienie jej ofiarnego oddania się: "Tylko Jezus! Wszytko dla Ciebie, Najświętsze Serce Jezusa!". 

II. Prowadzenie życia głęboko wewnętrznego szybko goi małe rany i urazy, które nasza dusza łatwo ponosi podczas wykonywania zewnętrznych prac. 

Kto jest już wystarczająco zaprawiony i umocniony w dążeniu do doskonałości, temu to, co zewnętrzne, nie przynosi już prawie żadnych szkód. Jest to zauważalne w życiu wielu świętych, którzy nader często poświęcali się ogromnym pracom, że aż nas dziw bierze i nie możemy pojąć w jaki sposób, mimo tylu prac, oni byli wewnętrznie ciągle zjednoczeni z Bogiem i jak to się działo, że wiedli życie w ciągłym wewnętrznym skupieniu. Zupełnie inaczej ma się rzecz z początkującymi na drogach życia wewnętrznego, z jeszcze niedoskonałymi, aczkolwiek gorliwymi duszami. Tu podczas podejmowania prac na zewnątrz nie obejdzie się prawie zawsze bez ran i porażek. Przez wymagania, jakie stawia duszy zaangażowanie się w zewnętrzne dzieła, rozprasza i gubi owa dusza myśl o świętej Bożej Obecności, zapomina o uczynionych rano postanowieniach, wypowiada jakieś nieprzemyślane słowa, wpada pod wpływ złego nastroju i rozdrażnienie, nie trzyma na wodzy swoich oczu i uszu, zapomina o konieczności zewnętrznej samotności, dopuszcza do siebie próżne i samolubne poruszenia, których nie tłumi w ich zalążku i jeszcze więcej tym podobnych rzeczy. To wszystko jest ludzką mizerotą, którą Bóg ochoczo przebacza, jeśli się je tylko rozpozna i pokornie tego żałuje. Ale bez prowadzenia duchowego życia nie jest się w stanie ani tego rozpoznać, ani żałować, wszystko to tkwi w duszy niczym gruz i popiół, i dusi w niej stopniowo ogień miłości do Boga i bliźniego. Złe skłonności, niedoskonałości i błędy wzrastają niezauważalnie, Boski Zbawiciel, który znał ludzką słabość swoich Apostołów, po uciążliwej pracy zachęcał ich w sposób pełen miłości: "Pójdźcie wy sami osobno na miejsce pustynne i wypocznijcie nieco!" (Mk 6,31). Kilka cichych chwil spędzonych przy Zbawicielu czynią duszy wiele dobra. Ćwiczenia duchowne, do których odprawiania zachęca nas plan dnia i życie duchowe, które dusza z nich czerpie, pomagają nam natychmiast rozpoznawać nasze błędy i niedoskonałości; oczyszczone, uszlachetnione, uzdrowione i umocnione możemy na powrót oddać się obowiązkom naszego codziennego życia. 

III. Życie wewnętrzne oczyszcza naszą intencję, zabezpiecza nadprzyrodzoną wartość naszej pracy, daje nam radość i pociechę. 

Niestety tak łatwo jesteśmy skłonne do tego, by naszych prac nie czynić tylko i wyłącznie dla samego Boga. Nawet w naszych najlepszych przedsięwzięciach nie zdajemy sobie z tego sprawy i z łatwością mylimy nasze własne interesy z pragnieniem większej chwały Bożej. A przecież wartość naszych zewnętrznych prac zależy ostatecznie od czystej i zupełnie na Boga skierowanej intencji, w której wykonywać mamy nasze prace. Stąd też potrzebujemy ciągłej kontroli w poruszeniach naszej duszy, a ta możliwa jest tylko dzięki duchowemu i w Bogu poukładanemu życiu. Jeśli nasze działanie nie jest wynikiem naszego wewnętrznego życia, będzie mu brakowało ponadnaturalnego powodzenia w czasie i w wieczności. Wszystko zależy od Bożej łaski, a gdzie jej brakuje, gdzie fundament stanowią jedynie naturalna wiedza i możność, wówczas nie spodziewajmy się trwałego i prawdziwego sukcesu. Wszystko popadnie znowu w ruinę, ponieważ budowane było na piasku. Stanie się to tym bardziej, ponieważ zabraknie w tym działaniu nadnaturalnej wartości dla wieczności. Kto otwiera się jedynie na zewnętrzne działanie, bez zatroszczenia się o nabycie prawdziwej duchowości, ten jedynie zbiera sobie paliwo na gorący ogień czyśćca. Gdy natomiast dla przeciwności nasza zewnętrzna działalność będzie niesiona przez prawdziwe uduchowienie, jakże wielkie rzeczy zdziałamy wówczas dla spraw Boga - nieważne, czy to będą rzeczy po ludzku biorąc małe, niepozorne, czy nawet zda się bezwartościowe! A sama w sobie obojętna praca, która początkowo służy jedynie zaspokojeniu niezbędnych do życia środków, przemieni się w apostolską pracę przez uświęcenie jej przez czystą, prześwietloną wewnętrzną Miłością Bożą intencję. Jakże pełną zasług będzie wówczas każda godzina, każdy dzień dla czasu i wieczności. Praca na dłuższą metę jest krzyżem, jest pokutą. Dlatego nie brakuje tu nigdy trudności, nieprzyjemności i rozczarowań. W czasie trwania ziemskiego życia pracujemy tak żarliwie i radośnie dopóty, dopóki wszystko przebiega lekko i dobrze. W przeciwnym razie wkraczają: niechęcenie, zgorzknienie, a czasem i mocne zdenerwowanie. Życie duchowe daje nam natomiast święte opanowanie, które niweluje wszystkie trudności. Szukajmy zatem tylko Boga, nieśmy krzyż naszych prac z miłości do Niego i wszelki sukces oddajmy w całości Jemu samemu. Przy takim nastawieniu dusze, które wiodą życie iście duchowe, nie pozwolą się zniechęcić, nie zgorzknieją ani nie dadzą się sprowadzić na manowce, nawet gdy będzie im dane zbierać niewdzięczność, niepowodzenie, złe osądy nawet ze strony tych, od których oczekują zrozumienia i pomocy. Dusze takie wiedzą, że właśnie to jest znakiem rozpoznawczym tych, którzy chcą najściślej naśladować swojego Boskiego Mistrza. "Uczeń nie przewyższa nauczyciela. Lecz każdy dopiero w pełni doskonały będzie jak jego nauczyciel" (Łk 6,40). 

Zastosowanie dla mnie samej - Postanowienie - Rozmowa - Modlitwa końcowa - Czytanie: "O naśladowaniu Chrystusa: księga 1, rozdział 15, księga 3, rozdział 39 i 40; Rodriquez: tom I, traktat 3, rozdział 7, 8 i 9.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz