II rok: Styczeń - Boże Dziecię jako Ofiara Miłości

I. Szata Jezusa na ziemi

Gdy nasz Pan Jezus Chrystus przyszedł na ten świat, opuścił wszystko ze względu na nas. Bożemu Synowi, który po to przyszedł, by dla nas stać się człowiekiem, należała się najśliczniejsza szata chwały. Mógł On wejść w ten świat ze wszystkimi tymi wyróżnieniami, które cechują świętych w niebie, przyozdobiony i wyposażony również co do ciała we wspaniałość, łatwość przemieszczania się, niemożliwość cierpienia, nieśmiertelność. Wystarczające byłoby dla nieskończonego Bożego Syna łaskawe przybranie tego przemienionego ciała, przystrojenie go w szatę chwały i przyjście na ziemię. Ale sam nasz Boski Nauczyciel wiedział aż za dobrze, jak bardzo potrzebujemy Jego przykładu, by pielgrzymować trudnymi drogami tego świata. Dlatego zamiast czterech WYRÓŻNIEŃ CHWAŁY, wybrał On cztery stany cierpienia ludzkiego życia: hańbę, trudy, bóle i śmiertelność. A cenną szatę chwały zachował On sobie do czasu, aż dzieło zbawienia będzie na ziemi dopełnione. Jego ziemską szatę utkaną z tych czterech stanów cierpienia człowieczego życia zlecił Bóg przygotować wówczas, gdy nasz Zbawiciel jako Dziecię leżał w żłobie. Ona rosła wraz z Nim, stale się dopasowując do Jego postury i wielkości, aż do czasu, gdy On jako Mąż Boleści zdjął ją przy pniu krzyża i całą zakrwawioną oddał na powrót Ojcu Niebieskiemu.

Klęcząc przy żłóbku adorujmy tę szatę ze świętą bojaźnią i miłością. Obiecajmy Bożemu Dziecięciu, że chętnie przywdziejemy Jego suknię i że tę szatę chcemy nosić, ponieważ On sam ją wybrał z miłości do nas zamiast cennej szaty chwały, która się Jemu należała. Naszą chlubą i naszym szczęściem powinno być noszenie szaty Chrystusa tu na ziemi, gdyż pewnego razu będziemy w wieczności przyodziane w Jego szatę chwały.

Zastosowanie dla mnie samej

II. Bohaterskie cnoty, które Boże Dziecię praktykowało w czterech stanach cierpienia.

1. Boże Dziecię praktykowało ubóstwo w całkowitym odrzuceniu ziemskich rzeczy. Ponieważ miał narodzić się dla świata, opuścił Zbawiciel nawet biedny domek w Nazarecie, ponieważ oferowałby on Mu jeszcze za wiele wygód. Jak żebrak chciał On poszukiwać dachu nad głową, a ponieważ nikt Go nie przyjął, poszukiwał On schronienia w biednej, porzuconej stajni, w której żłób miał Mu służyć jako łóżeczko.

2. Boże Dziecię praktykowało najgłębszą pokorę, siostrę ubóstwa. Przez wszystkich wypędzany, pogardzany, zadowolił się najlichszym i najgorszym miejscem, pozwolił się położyć w żłobie pomiędzy zwierzętami. Nawet prosty warsztat w Nazarecie nie wystarczył Jego pokorze. Pan nieba i ziemi chciał, by się z Nim obchodzono na podobieństwo pogardzanego, odrzuconego dziecka żebraka.

3. Boże Dziecię praktykowało heroiczną cierpliwość pośrodku cierpienia, które oczekiwało na Nie przy przyjściu na ten świat. Celowo wybrał Zbawiciel mroźny czas zimy i ciemność nocy, by na swoim Najświętszym Ciele doznać ich niedogodności; ponadto chciał na swoich delikatnych członkach doświadczyć szorstkości legowiska ze słomy; chciał doświadczyć całej tej niegościnności swojego pobytu w nędznej stajni. Ale czym były te zewnętrzne cierpienia w porównaniu z wewnętrznym bólem Jego Bosko-Ludzkiego Serca! To Serce tak gorąco biło w kierunku ludzi, ale nikt nie chciał odwzajemnić Jego miłości, wszyscy odwrócili się od Niego z chłodem i obojętnością. Jak bardzo boli wzgardzona miłość! A Boże Dziecię spogląda swoim wszystkowiedzącym okiem na całe stulecia: także dzisiaj wzgardzone, pogardzane, opuszczone przez tysiące i miliony!

4. Boże Dziecię praktykowało płomienną gorliwość o Chwałę Ojca i ratunek dla ludzi. Jego wielkim pragnieniem było oddać się i ofiarować dla tego wzniosłego celu. W tej płomiennej miłości wszystkie cierpienia i trudy zdawały się być nieistotne. Taka jest właśnie właściwość złożenia siebie w ofierze, że ciągle się myśli, że cierpi się wciąż za mało i wciąż jest się gotowym więcej pracować, więcej ofiarowywać, więcej cierpieć, by uratować więcej dusz.

Zastosowanie dla mnie samej

III. Mój miły jest mi woreczkiem mirry wśród piersi mych położonym (Pnp 1,12)

Nasz Boski Zbawiciel jest zaiste wykwintnym drzewem mirry, z którego porów sączy się mirra. Im bardziej łupie się jego korę, im bardziej je nacina, tym obficiej wypływa mirra. Całe życie naszego Zbawiciela nie było niczym innym, jak tyko ubóstwem, hańbą, uciążliwością i cierpieniem. Z tego cennego drzewa mirry muszę sobie zerwać szczepkę i położyć na swoim sercu, tak, bym zawsze przed oczami miała gorycz, a zarazem odczuwała i kosztowała woni mirry. Nie jestem w stanie wycierpieć i znieść wszystkiego, co wzniosłe drzewo mirry sobą symbolizuje, ale niektóre gałązki tego drzewa mogę w mojej słabości zerwać i w snop związane położyć w moim sercu. Nie potrafię praktykować heroizmu zaparcia się siebie, ubóstwa, pokory i cierpliwości tak, jak to czynił mój Pan i Mistrz, ale mogę i powinnam naśladować to choć w części, a te wszystkie cnoty jak krzew związać w jedno więzami miłości, która przecież jest "więzią doskonałości" (Kol 3,14).

Z wewnętrzną miłością chcemy Bożemu Dziecięciu powiedzieć, że jest dla nas krzewem mirry, który nieustannie chcemy nosić na naszym sercu, jednak nie tylko na sercu; chcemy prosić Boże Dziecię, by z całą swoją mirrą weszło do wnętrza naszego serca. Ponieważ każda mirra będzie dla nas słodką i przyjemną, gdy poda je nam Boże Dziecię, by z całą swoją mirrą weszło do wnętrza naszego serca. Ponieważ każda mirra będzie dla nas słodką i przyjemną, gdy poda je nam Boże Dziecię. Również i swoim Rodzicom, Maryi i Józefowi, przyniosło Boże Dziecię mirrę z chwilą swojego przyjścia na ten świat, a pomimo to było tych dwoje najszczęśliwszymi ludźmi pod słońcem. O, Boże Dziecię, Ty jesteś dla mnie krzewem mirry, który ze szczególną miłością chcę nieustannie nosić w swoim sercu!

Zastosowanie dla mnie samem - Postanowienie - Rozmowa - Modlitwa końcowa - Czytanie: "O naśladowaniu Chrystusa": księga 1, rozdział 1; księga 3, rozdział 5; Rodriquez: tom II, traktat 7, rozdział 2 i 3.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz